MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM

AUSCHWITZ-BIRKENAU

BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

Aktualności

„Rampa obozowa w pamięci Żydów deportowanych do Auschwitz” – nowa publikacja

ps
30-12-2016

Moment selekcji Żydów dokonywanych przez lekarzy SS w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz-Birkenau opisuje nowa publikacja Muzeum pt. „Rampa w pamięci Żydów deportowanych do Auschwitz”. Jej autorem jest dyrektor Muzeum dr Piotr M. A. Cywiński.

 

Rampa w obozie Auschwitz II-Birkenau. Fot. SS, maj 1944 r.
Rampa w obozie...

Książka ta ma na celu ukazanie bardzo specyficznego doświadczenia Auschwitz, które z jednej strony dotyczyło wyłącznie transportów żydowskich, a z drugiej strony było doświadczeniem niemalże dziewięćdziesięciu procent ofiar tego obozu i ośrodka zagłady. „To doświadczenie kilku zaledwie kwadransów, gdzie ulga końca podróży miesza się z nadzieją i narastającym lękiem, z rozdarciem w obliczu utraty najdroższych, z loteryjną i nie do końca zrozumiałą istotą selekcji oraz wejściem w niezrozumiały świat obozowy” – czytamy we wstępie.

„To na tejże rampie, pod wpływem bicia i zastraszania, pozostawiali swoich zmarłych w wagonach, tamże tracili całe resztki swojego dorobku, lecz przede wszystkim to na tejże rampie widzieli się często po raz ostatni, nie wiedząc jeszcze, jaki los jest przypisywany poszczególnym grupom, na które byli dzieleni. Tam, w popłochu, wśród bicia, wrzasków i szczekania owczarków niemieckich, widzieli po raz ostatni strach w oczach swych dzieci, rezygnację na obliczach starych rodziców, dezorientację u rodzeństwa. W ten sposób, już natychmiast po przyjeździe, rozdział rodzin był przypieczętowany. To było największe, ostateczne, masowe okrucieństwo rampy. Brak pożegnania przed śmiercią.” – pisze Piotr Cywiński.

W książce znajdziemy fragmenty wspomnień i relacji opisujące zarówno drogę do Auschwitz i koszmarne warunki w towarowym wagonie, moment przyjazdu i selekcji, jak również chwile, kiedy zarejestrowani już więźniowie obozu dowiadywali się o znaczeniu procesu, którego doświadczyli. Rozdzielenie rodzin było tak szybkie, że ludzie, którzy przeszli przez lata szykan i wyniszczeń w gettach, przetrwali razem i żyli już niemalże wyłącznie dla siebie nawzajem, w chwili ostatecznej nie mogli nawet się pożegnać.

„Gdy docierało do świadomości tych kilkunastu procent wyselekcjonowanych i skazanych na niewolniczą pracę, co stało się z ich małżonkami, dziećmi, rodzicami, rodzeństwem, było już za późno na jakiekolwiek pożegnania. Ten brak pożegnania pozostał po wojnie, w duszy ocalałych, niezwykle traumatycznym wspomnieniem i ogromnym żalem lub nawet niezasłużonym, lecz niezwykle żywym wyrzutem sumienia” – czytamy.

Pierwotna rampa Birkenau znajdowała się wzdłuż głównej linii kolejowej niewiele ponad kilometr na południe od dworca w Oświęcimiu. Tam trafiały transporty w 1942, 1943 i na początku 1944 roku. Stamtąd, po selekcji, poszczególne grupy ofiar musiały przejść jeszcze kilkaset metrów do Birkenau. Dla usprawnienia tego procesu w przygotowaniu Sonderaktion „Ungarn” wybudowano w pierwszej połowie 1944 roku nową rampę wewnątrz obozu, doprowadzającą tory kolejowe niemalże do progu największych komór gazowych i krematoriów Trzeciej Rzeszy. To na niej esesmani zrobili w końcu maja 1944 roku słynne zdjęcia Albumu Auschwitz ukazujące wszystkie fazy przyjmowania transportów, selekcji i jej konsekwencji dla poszczególnych grup węgierskich Żydów.

Publikacja w księgarni internetowej

Książka jest piątą częścią cyklu „Miejsce Prawdy”, który historię niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady opisuje głosami świadków historii, tych którzy piekło Auschwitz-Birkenau sami przeszli. Dotychczas ukazały się: „Początki Auschwitz w pamięci pierwszego transportu polskich więźniów politycznych”, „Zagłada w pamięci więźniów Sonderkommando”, „Marsz Śmierci w pamięci ewakuowanych więźniów Auschwitz”, a także „Sny obozowe w pamięci ocalałych z Auschwitz

FRAGMENT ROZDZIAŁU „SELEKCJA”

Lea Lubelska (bez numeru)
Selekcję przeprowadzał oficer SS, ale towarzyszyli mu też inni esesmani. On siedział przy małym stoliku.

Baharier Nachman (B-4002)
Oficer w wieku dwudziestu kilku lat, przystojny. Wyglądało na to, że to właśnie on decydował w czasie selekcji.

Heinal Hollender (A-6374)
Był wysoki, wyglądał elegancko w swoim fantazyjnym mundurze SS. Nosił nawet białe rękawiczki! Co za kontrast w porównaniu z nami, byliśmy bowiem uszargani i brudni po pobycie w getcie i po długiej podróży.

Andreas Lörinci (A-12090)
Zawsze nosił na sobie mundur, wyglądał czysto i elegancko.

Szlama Dragon (83359)
Każdy musiał przejść przed Lagerarztem, który przeprowadzał selekcję. Każdy musiał przed nim przemaszerować.

Shlomo Venezia (182727)
Nie wiem, czy to był ów osławiony doktor Mengele, możliwe, ale nie jestem pewien. Oficer ledwie obrzucał nas spojrzeniem, a potem skinięciem palca wskazywał „Links! Rechts!”.

Andreas Lörinci (A-12090)
Stał on na rampie-peronie, trzymał w ręku kij i tym kijem wskazywał przeznaczenie.

Cyla Cybulska (29558)
Padały słowa: „rechts, links”. Po każdym takim słowie ktoś odchodził na prawą lub lewą stronę.

Szlama Dragon (83359)
„Links” – „Rechts”. Nawet nie mówił, tylko kijem wskazywał to w jedną, to w drugą stronę. Nie wiedzieliśmy, która strona jest lepsza. Abraham i ja przeszliśmy na jedną stronę, a on dalej  okazywał kijem w prawo i w lewo, aż się zmęczył. Wtedy wszyscy musieli przejść na lewo. Później kontynuował selekcję – „links, rechts”, a kiedy ponownie się zmęczył, znowu wszyscy poszli na lewą stronę.

Andreas Lörinci (A-12090)
Nadano mu przezwisko: „Anioł śmierci z Auschwitz”.

Godel Anani Chmura (141960)
Gdy podszedłem bliżej, spojrzałem mu prosto w oczy. Przez chwilę nasze spojrzenia skrzyżowały się, Mengele zapytał mnie, czy chcę i czy jestem w stanie pracować. Nie czekając aż skończy zdanie, odrzekłem, a właściwie krzyknąłem wielkim głosem „tak”. Pałeczka dyrygenta wskazała na prawo.

Victor Jacobs (70448)
Wybierał ludzi jak bydło. Pytał każdego: „Czy możesz pracować?” i w zależności od odpowiedzi wskazywał pejczem  na prawo lub na lewo. Niektórzy stojący w szeregu ludzie mówili półgłosem, że w żadnym razie nie chcieliby pracować dla Niemców.

Andreas Lörinci (A-12090)
Tak więc poszli razem, aby zostać spaleni – stało się tak, ponieważ nie wiedzieli, która droga prowadzi do życia, a która do śmierci.