MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM

AUSCHWITZ-BIRKENAU

BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

Zwolnienia z obozu

W pierwszych latach istnienia obozów koncentracyjnych w Niemczech liczba zwalnianych więźniów była wysoka – zazwyczaj mieli oni szanse na wyjście na wolność po trzech miesiącach lub co najwyżej po roku. Obowiązujące wówczas przepisy regulaminu obozowego przewidywały dokonywanie okresowych ocen zachowania więźniów. Najbardziej chętni do pracy i rzekomo akceptujący już w pełni pryncypia polityki narodowosocjalistycznego państwa, otrzymywali kwalifikację do kategorii pierwszej. Więźniowie wykazujący pewną poprawę, aczkolwiek nadal wymagający resocjalizacji, otrzymywali kategorię drugą. Natomiast osobom zdecydowanie wrogo nastawionym do reżimu (np. przywódcom komunistycznym) z reguły przydzielano kategorię trzecią.

Z chwilą rozpoczęcia II wojny światowej dotychczas stosowane kryteria wobec zwalnianych znacznie zaostrzono. W 1940 roku wstrzymano zwolnienia Żydów i do pewnego stopnia ograniczono je wobec pozostałych więźniów politycznych, których dalszy pobyt w obozach, z powodu szczególnych kwalifikacji zawodowych, władze SS uznały za wskazany. W 1941 roku, w związku z dużym wzrostem liczby wpływających wniosków o zwolnienie z terenu okupowanej Polski i Czech, procedury ponownie zaostrzono, zaś od jesieni 1942 roku zwolnienia niemalże całkowicie wtrzymano.

Z zachowanych dokumentów administracji niemieckiego obozu Auschwitz wynika, że zwolnieniami objęto ogółem prawie 1,6 tys. więźniów politycznych Polaków, ponad 200 Czechów i niewielu więźniów innych narodowości, m.in. Niemców i Holendrów. Z obozu zwolniono także około 9 tysięcy polskich tzw. więźniów wychowawczych (Erziehungshäftlinge): ok, 7,5 tys więźniów oraz do 1,2 tys więźniarek tej kategorii – których Niemcy osadzali w obozie na dwa lub trzy miesiące.

Najwięcej więźniów zwolniono z KL Auschwitz od późnej jesieni 1940 r. do końca lata 1942 r. Na przykład: spośród 728 mężczyzn, przywiezionych do Auschwitz w pierwszym transporcie z Tarnowa 14 czerwca 1940 r. zwolnionych zostało ponad 70 – głównie do wiosny 1942 roku. Z transportów warszawskich przybyłych w roku 1940 (ponad 3,6 tys. deportowanych) zwolniono z obozu 331 osób, jednak z przywiezionych w 1941 roku zwolniono już tylko 57 (spośród ponad 3,2 tys.).

Liczba zwolnień w Auschwitz ponownie wzrosła od lata 1944 roku, ale wówczas objęły one przede wszystkim niemieckich kryminalistów (ok 200), którzy byli rekrutowani do osławionych oddziałów SS Dirlewangera.

W tym okresie zwalniano też Polaków ze Śląska, którzy trafili do obozu głównie za działalność w organizacjach patriotycznych. Pod koniec wojny zaczęli się oni wszakże obawiać, że jako świadkowie popełnianych w KL Auschwitz zbrodni, przed nadejściem wojsk sowieckich zostaną przez esesmanów rozstrzelani. Dlatego niektórzy zdecydowali się jednak podpisać volkslistę, co wiązało się z niemal natychmiastowym po opuszczeniu obozu wcieleniem do niemieckiej armii.

Procedury

Formalnie wniosek o zwolnienie powinna wystosować placówka policji (gestapo lub kryminalnej), która skierowała więźnia do obozu. Miał być on tam rozpatrywany przez funkcjonariuszy Wydziału II – Politische i odpowiednio opiniowany. Następnie trafiał do siedziby gestapo w Berlinie, gdzie wraz z oceną zasadności wniosku ze strony centralnej administracji obozów koncentracyjnych (inspektoratu, a później grupy urzędów D w WVHA w Oranienburgu) był rozpatrywany przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy. Tam podejmowana była ostateczna decyzja o zwolnieniu, przekazywana następnie zwrotną pocztą do KL Auschwitz. W praktyce jednak, jak wynika z zachowanego fragmentarycznie dziennika wpływów korespondencji Politische Abteilung, liczba takich wniosków kierowanych bezpośrednio przez władze policyjno-sądowe do obozu była niewielka.

Najprawdopodobniej więc większość przypadków zwolnień więźniów należy wiązać ze staraniami członków ich rodzin, którzy za pomocą łapówek usiłowali wpłynąć na policjantów prowadzących śledztwo, aby wystawili w danej sprawie pozytywna opinię. Tak więc na przykład siostra reżysera teatralnego Leona Schillera sprzedała rodzinne klejnoty i za otrzymane pieniądze zdołała „wykupić” go z obozu. Innym sposobem było przekupienie lub ubłaganie pracodawcy skazanego, aby ten wstawił się za nim u niemieckich władz, podkreślając np. jego przydatność jako robotnika i fachowca. W przypadku Władysława Bartoszewskiego pomoc obiecał kolega jego matki z pracy, natomiast ojciec interweniował poprzez Polski Czerwony Krzyż.

Jeśli te sposoby zawodziły, krewni więźniów pisali też listy: do kancelarii Führera, generalnego gubernatora Franka, lub innych nazistowskich dostojników - z prośbą o łaskę oraz przychylne rozpatrzenie petycji. Znaczna liczba tych pism skłoniła w czerwcu 1941 roku Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy do wydania wytycznych, na mocy których zwolnienie z obozu koncentracyjnego mogło mieć odtąd miejsce jedynie w razie pojawienia się nowych wątków w prowadzonym śledztwie lub innych istotnych okoliczności np. wskazania niemieckich przodków osadzonych. W praktyce jednak nawet słabo umotywowane wnioski miały ogromne znaczenie dla prób wydostania więźniów z Auschwitz, ponieważ tak czy inaczej powodowały wszczęcie stosownej biurokratycznej procedury. Natomiast jeśli wydawało się, że losem danego więźnia nikt z zewnątrz się nie interesował, miał on znacznie mniej szans na zwolnienie.

Na niską liczbę zwalnianych z obozu wpływ miało też szereg innych czynników. W powojennych zeznaniach esesmanów pojawiał się np. motyw bezwzględności szefa Wydziału Politycznego KL Auschwitz Maksimiliana Grabnera, który wnioski o zwolnienie - z wyraźną satysfakcją - kwalifikował najczęściej do kategorii drugiej, oznaczającej ich odrzucenie. Najprawdopodobniej jednak znacznie większe znaczenie miał w tej mierze względnie stały w Auschwitz niedobór siły roboczej; zwolnienia na większą skalę oznaczać bowiem mogły istotne zmniejszenie stanu więźniów potrzebnych do pracy.

Natomiast na decyzje o zwolnieniu niemal nie wpływały przesłanki merytoryczne. Wiadomo na przykład, że wśród Polaków deportowanych z końcem lata 1940 do obozu z Warszawy roku około 2/3 stanowili mężczyźni zatrzymani podczas ulicznych łapanek, czyli w żaden sposób „politycznie” nieobciążeni, zaś pozostali to aresztowani przez policję - więźniowie z Pawiaka. Wydawać więc by się mogło, że skala zwolnień u osób przynależnych do pierwszej z tych grup powinna być znacznie większa. Tymczasem, jak dowodzą zachowane dokumenty, odsetek zwolnień wśród osób z tych transportów był - bez względu na powód aresztowania - w przybliżeniu taki sam. Jak się więc wydaje z KL Auschwitz w początkowym okresie istnienia obozu zwalniano co prawda sukcesywnie niewielkie grupy więźniów, ale tylu tylko, aby zadośćuczynić wymogom formalnie jeszcze obowiązującego przedwojennego regulaminu.

Esesmani nigdy nie zwalniali kogokolwiek za nadzwyczaj wydajną pracę. Wiadomo zaledwie o kilku przypadkach zwolnień więźniów – fachowców o rzadkich i przydatnych Niemcom umiejętnościach zawodowych, którzy jednak niezwłocznie potem byli przymusowo zatrudniani w przyobozowych instytucjach lub przedsiębiorstwach SS. Wbrew niekiedy wyrażanym opiniom nie zwalniano natomiast konfidentów - w nagrodę za składanie donosów. W obozie działali co prawda szpicle Politische Abteilung, lecz nie znany jest przypadek zwolnienia donosiciela; taka osoba mogła cieszyć się pewnymi przywilejami, trafić do dobrej grupy roboczej, albo spać w bloku dla niemieckich kapów. Funkcjonariusze obozowego gestapo działali jednak w tym względzie pragmatycznie, zależało im bowiem na zatrzymaniu takich ludzi w obozie jako przydatnych, sprawdzonych agentów.

O generalnie niespójnej czy wręcz chaotycznej polityce władz obozowych świadczą wcale nierzadkie przypadki zwalniania więźniów, którzy z oczywistych względów mogli być uważani za wrogów Trzeciej Rzeszy. Z Auschwitz zwolniono na przykład dość liczną grupę oficerów Wojska Polskiego, w porozumieniu z którymi działał rotmistrz Witold Pilecki. Był wśród nich jeden z jego najbliższych współpracowników - ppłk. Władysław Surmacki, szef sztabu Tajnej Armii Polskiej oraz kpt. Ferdynand Trojnicki i Aleksander Wielopolski, za pośrednictwem którego Pilecki wysłał z obozu pierwszy raport opisujący warunki panujące w KL Auschwitz.  Zwolniono także np. znanego konstruktora lotniczego Antoniego Kocjana, który uczestniczył później w produkcji broni dla podziemia i odegrał wielką rolę w rozpracowaniu sekretów niemieckich pocisków V-2.

Zwolnienie

Więźniowie najczęściej nie byli zawczasu informowani o czekającym ich zwolnieniu. Kiedy w kwietniu 1941 r. Władysława Bartoszewskiego wywoływano na porannym apelu z tłumu więźniów, sądził, że chodzi raczej o rozstrzelanie. Zamiast do pracy – odprowadzano ich do bloku kwarantanny, gdzie spędzali zazwyczaj do czterech tygodni. Przeciwskazaniem do zwolnienia był zły stan zdrowia. Więźniów po pewnym czasie prowadzono przed komisję lekarską, która – jeśli zdradzał on oznaki poważnej choroby, niedożywienia lub miał widoczne ślady pobicia, musiał pozostać w obozie aż do chwili, gdy jego wygląd uległ poprawie.

W dniu zwolnienia więźniowie byli wzywani do biura Politische Abteilung. Musieli podpisać tam zobowiązanie, że nie będą prowadzić działalności wrogiej Rzeszy i oświadczenie, że nie doznali żadnych krzywd oraz nie wysuwają z tytułu pobytu w obozie żadnych roszczeń. Mieli też milczeć o tym, co w Auschwitz widzieli. Następnie otrzymywali z magazynu swoje cywilne ubrania i byli odprowadzani przez konwojenta na dworzec kolejowy. Esesman za pieniądze z depozytów więźniów kupował zwalnianym bilety i pozostawał wraz z nimi na peronie aż do odjazdu pociągu.

Więzień na wolności miał się natychmiast stawić w miejscu pracy. Musiał się też meldować co kilka dni na posterunku policji. Po jakimś czasie, jeśli nie dawał żadnych powodów do podejrzeń, Niemcy rezygnowali z tego środka dozoru.