MIEJSCE PAMIĘCI I MUZEUM

AUSCHWITZ-BIRKENAU

BYŁY NIEMIECKI NAZISTOWSKI
OBÓZ KONCENTRACYJNY I ZAGŁADY

Formy negacjonizmu

Negowanie Holocaustu i ludobójstwa przybiera różnorodne formy: od prostego zaprzeczania oczywistym faktom na podstawie manipulacji źródłami, poprzez minimalizowanie rozmiarów ludobójstwa, do relatywizowania i usprawiedliwiania tego zjawiska poprzez wskazywanie analogicznych precedensów, utrzymujących je rzekomo w akceptowalnej normie obyczajów wojennych.

Szczególnym celem ataków neonazistowskich negacjonistów Holocaustu i ludobójstwa są trzy fakty:

  • istnienie komór gazowych,
  • przekraczająca skalę śmierci naturalnej w obozach przepustowość krematoriów,
  • gigantyczna skala zbrodni.

Negowanie istnienia komór gazowych ma na celu: po pierwsze - zaprzeczyć masowości zbrodni ludobójstwa, po drugie - ułatwić lansowanie twierdzenia, iż przypadki pozbawiania życia na mniejszą lub większą skalę miały od zawsze miejsce w historii i to, co hitlerowcy czynili w czasie drugiej wojny światowej to nic wyjątkowego lecz jeden z przykładów represji związanych z prowadzoną wojną.

Koronnym dowodem na to, iż w Auschwitz, jak twierdzą negacjoniści ludobójstwa, nie istniały komory gazowe, były przed laty zeznania strażnika z Auschwitz, Sonderführera Thiesa Christophersena (spisane przy współudziale adwokata Manfreda Rödera). Wydana w 1973 r. broszura Christophersena pod tytułem „Auschwitz Lüge" („Oświęcim to kłamstwo") stała się jedną z „klasycznych" pozycji propagandy neonazistowskiej. Esesman ten twierdził stanowczo, że jako świadek wydarzeń nie widział w Auschwitz żadnych komór gazowych. Okrucieństwa w obozach koncentracyjnych to, wg Christophersena, kłamstwa, a ci, którzy w czasie wojny występowali przeciwko Hitlerowi, to zdrajcy. Auschwitz nie był żadnym obozem śmierci, lecz wielkim zakładem przemysłowym, w którym „internowani" byli traktowani zgodnie z przepisami, a komory gazowe to wymysł chorej wyobraźni.

Od końca lat osiemdziesiątych negacjoniści ludobójstwa powołują się na bardziej „obiektywne” dowody, tj. wyniki badań chemicznych tynku zebranego ze ścian komór gazowych. Ekipy pseudo-ekspertów udając turystów po kryjomu wykuwali ze ścian komór gazowych kawałki tynku, by później poddać je analizie chemicznej na obecność związków cyklonu B. Związków tych oczywiście zawsze jest za mało, by można było uznać, że w pomieszczeniach tych zabijano ludzi. Co więcej - analizy te mają być oczywistym dowodem, że nikogo w nich gazem nie zabito.